psychoterapia

Psychoterapia dla DDA

DOROSŁE DZIECKO ALKOHOLIKA (DDA) to osoba, która dorastała w rodzinie, w której jedno z rodziców lub oboje nadużywali alkoholu lub wprowadzali do życia rodzinnego inny rodzaj destrukcji (przemoc, hazard, choroba psychiczna, narkotyki i in.). Destrukcja ta spowodowała specyficzny rodzaj przystosowania się do trudnej sytuacji i z dzieciństwa przeniosła się w życie dorosłe.

Objawy syndromu DDA to m.in.:

• brak zaufania do ludzi,

• lęk przed bliskością,

• skłonność do uzależnień,

• tendencja do wchodzenia w niszczące związki,

• nadmierna kontrola,

• wycofanie i bezradność,

• branie na siebie zadań ponad siły,

• brak umiejętności sprzeciwu i obrony siebie,

• trudności w budowaniu autorytetów.

Metaforyczny opis DDA stanowi “Bajka o dziecku wojowniku”.

PSYCHOTERAPIA DLA DDA pomaga w rozwiązaniu problemów mogących mieć swój początek w tzw. alkoholowym dzieciństwie. Jej celem jest odreagowanie emocji związanych z trudnymi wspomnieniami w taki sposób, aby było to bezpieczne i korygowało wcześniejsze doświadczenia. Psychoterapia ma umożliwić uczestnikowi dotarcie do własnych potrzeb, przekonań i emocji, które stanowią problem

i rozpoczęcie pracy nad zmianą i rozwiązaniem problemów.

BAJKA O DZIECKU – WOJOWNIKU

To nie jest bajka wesoła. Nie dzieje się ani za górami, ani za lasami, ani dawno, dawno temu. Dzieje się często… Teraz, tak jak kilka lat temu, kilkanaście i kilkadziesiąt.

W pewnej rodzinie urodziło się dziecko. Malutkie, słodkie, bezbronne, jak to dziecko. Przyszło na świat wyposażone w liczne potrzeby: potrzebowało miłości, opieki, bezpieczeństwa, spokoju, radości. Potrzebowało także wiedzieć, co jest dobre, a co złe i co wolno robić, a czego w żadnym wypadku robić nie wolno i nie wypada. Niestety, w rodzinie, w której przyszło żyć naszemu dziecku, potrzeby te nie mogły zostać zaspokojone. W innych rodzinach to dorośli, którzy zostali rodzicami, czasami wspierani przez swoich rodziców, tłumaczą i oswajają świat – zaspokajają potrzeby dziecka. W rodzinie takiej, jak ta naszego dziecka, rodzice zajęci byli walką ze smokiem. Smok wymagał od rodziców zaangażowania wielu sił i energii, kradł także całej rodzinie czas i pieniądze. Rodzice zajęci walką ze smokiem, nie mogli zaspokajać potrzeb dziecka. Dziecko bardzo szybko nauczyło się, że jeśli chce wydrzeć rodzicom chociaż trochę uwagi dla siebie, musi zacząć uczestniczyć w walce. Malutkie, bezbronne dziecko na wojnie…

To jasne, że szybko musiało przestać być malutkie i bezbronne. Kiedyś spróbowało obronić się przed smokiem przymilaniem i tuleniem się do walczących rodziców. Pomogło na chwilkę – dziecku dostało się trochę ciepła i rozbawionego zainteresowania mamy i taty. Oczywiście nie tyle, ile naprawdę dziecko potrzebowało, ale troszeczkę jest lepsze niż nic. Innym razem, kiedy smok atakował tatusia, dziecko z wrzaskiem wybiegło przed tatę i próbowało obronić go własną, wątlutką piersią. Smok tak się zdziwił, że przerwał na chwilę atak. Ale na dłuższą metę ten sposób nie sprawdzał się – dziecko zbyt mocno się bało, a tatuś zamiast docenić i pochwalić malucha, jeszcze na niego krzyczał, i nie wiadomo dlaczego, mówił, że cała ta wojna jest przez dziecko. To było zbyt bolesne – trzeba było zmienić strategię. Na przykład pomagać mamie na tyłach wroga. Kiedy tatuś walczył ze smokiem, można było opatrywać rany, sprzątać ślady walki i pomagać tatusiowi dochodzić do siebie po kolejnym starciu… To był dobry sposób na zdobycie zainteresowania rodziców, tyle, że wtedy trochę się myliło, kto jest dorosłym, a kto dzieckiem i kto w tej rodzinie właściwie kim powinien się opiekować.

Dziecko rosło w nieustającym zamęcie i poczuciu zagrożenia. Gubiło się w domysłach, kto właściwie jest w tej wojnie agresorem, a kto się broni. Czy winę za to wszystko ponosi smok? A może jednak tata? A może gdyby mama się odważyła powiedzieć „dość”, to w końcu smok poszedłby sobie razem z tatą i byłby spokój w rodzinie? Czasami dziecko myślało, że to ono winne jest całej tej wojnie… Wtedy natychmiast zrywało się do boju ze wzmożoną energią, zapominając zupełnie, że jest tylko dzieckiem. Czasami ból i cierpienie, poczucie winy i poczucie krzywdy stawały się tak straszliwe, tak niemożliwe, do zniesienia, że dziecko chowało się do czarodziejskiej kuli, która odgradzała je całkowicie od świata. Tam mogło nie czuć, nie słyszeć…

Los każdego dziecka jest taki sam – musi stać się w końcu dorosłym. Ale nasz maluch miał z tym prawdziwy kłopot. Bo jak rozpoznać, że się jest dorosłym, kiedy nigdy nie było się dzieckiem?! Może być dzieckiem już zawsze… Może te wszystkie niezaspokojone potrzeby dadzą się zaspokoić właśnie teraz? Dorosły ma wiele zadań do spełnienia – powinien założyć rodzinę, dać jej poczucie bezpieczeństwa, miłość, opiekę… Ale co to w ogóle jest: czy to jest to, co było w rodzinie, którą nasze dorosłe już dziecko zna, czy to jest to, co opisują w książkach i pokazują w filmach? A może w ogóle nie ma na świecie miłości i porządku… Spróbować – to straszne ryzyko. Już raz nasze dziecko się przecież tak dotkliwie zawiodło – potrzebowało tyle rzeczy od najbliższych mu osób, a tata i mama dali mu strach, niepewność, krzywdę i winę. Co zrobić z takim posagiem?

Można na przykład znaleźć własnego smoka – wypisz wymaluj takiego, jak ten, z którym walczył tata. Przecież walka to, jest to, co nasze dorosłe dziecko potrafi najlepiej. Zna różne strategie i sposoby na przetrwanie. Można też związać swój los z kimś, kto walczy ze smokiem tak, jak kiedyś zrobiła to mama i tak jak mama dbać o tego kogoś, kto utrudził się w walce. Można też pragnąć i bać się jednocześnie – dążyć do bliskich związków z innymi ludźmi, ale kiedy te związki stają się rzeczywiście bliskie, uciekać. Jak najdalej. Na wszelki wypadek, bo rozstanie mniej boli, niż krzywda wyrządzona przez kogoś, komu się zaufało. Można też w związku z tym nikomu nie ufać, nawet sobie. Można też drobiazgowo zaplanować całe swoje życie, dzień po dniu, godzina po godzinie – żeby nic niespodziewanego nie zaskoczyło. Bo wszystko, co niespodziewane, jest niebezpieczne – więc lepiej niczego nie zmieniać, nawet, jeśli jest źródłem cierpienia. Można też nie planować niczego – absolutnie niczego, bo przecież na świecie niczego nie da się przewidzieć, świat jest okrutny, głupi i pełen tajemnic. Dlatego trzeba być czujnym. Zawsze w pogotowiu.

Można też, mimo, że wcale się tego nie chce, ranić wszystkich dokoła. Najbardziej tych, których się kocha. I ciągle żyć w poczuciu winy. Poczucie winy jest mniej bolesne niż poczucie krzywdy. Z resztą co to jest krzywda – nasze dorosłe dziecko w zasadzie nie zna takiego uczucia. W ogóle uczucia, to nie jest jego mocna strona. One są przecież też niebezpieczne…

Wiesz już na pewno, że ta bajka opowiada o Dorosłym Dziecku Alkoholika. Tym, na które mówią DDA. Z pewnością domyśliłeś się, że smok to alkoholizm. Możliwe też, że w dziecku, w jakichś fragmentach opowieści o nim, a może w całej bajce, odnalazłeś siebie – jeśli tak, terapia DDA może pomóc ci uporać się z tymi problemami. Terapia daje szansę na satysfakcjonującą dorosłość i rozstanie się z bagażem trudnego dzieciństwa – może być zakończeniem wojny.

PROPOZYCJA STEP – PSYCHOTERAPIA

indywidualna prowadzona w formie 50 minutowych spotkań raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie, w zależności od potrzeb i możliwości klienta.

Czas kontraktu terapeutycznego od pół do półtora roku.

Możliwość poprowadzenia terapii par (małżeńskiej / partnerskiej).

Metody integreacyjne w nurcie humanistyczno – egzystencjalnym z elementami hipnozy ericksonowskiej.

Pozostałe formy psychoterapii i konsultacji:

Psychoterapia indywidualna dla osób w kryzysie życiowym (zdrada, choroba lub śmierć bliskiej osoby, dorastanie dzieci);

Pomoc w rozwoju i utrwalaniu trzeźwego stylu życia dla osób uzależnionych z trwałą abstynencją (minimum 1 rok);

Diagnoza uzależnienia (wg. kryteriów diagnostycznych ICD-10);

Pomoc w ograniczeniu picia osobom pijącym szkodliwie i ryzykownie;

Terapia par (małżeństwa, związki nieformalne, pary homoseksualne) – diagnoza stylów komunikacji, trening osiągania kompromisów i consensu, nazwanie i pomoc w rozwiązaniu problemów;